Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
11.-14.

11.-14.

Dobra, przyznaję. Jestem zbyt zmęczona, by sprawdzić, czy na pewno nie ma żadnych błędów, więc jeśli jakieś się wkradły, to przepraszam.

W dodatku nie wiem, dlaczego wciąż mam pasek informujący o nieaktywności bloga :c

 

Nie przedłużając:

 

11.

Gdy wróciłem do domu, okazało się, że śmierć mamy niosła za sobą więcej konsekwencji niż wiecznie ponury tata i mój nieciekawy nastrój.
- Wnusiu! - usłyszałem, ledwo przekroczywszy próg. Podniosłem zdziwione spojrzenie na starszą panią, idącą z wielkim uśmiechem w moją stronę. Niska, przy kości, z natapirowanymi, pofarbowanymi na rudo, przerzedzonymi włosami i wiszącymi, zaczerwienionymi policzkami uścisnęła mnie mocno i pocałowała w oba policzki. Stałem jak sparaliżowany w jej ramionach. Wzrok skupiłem na stojącym za nią otyłym jegomościu, łysiuteńkim, nie licząc paru siwych włosów sterczących tuż nad uszami. Uśmiechał się przyjaźnie. Bezwiednie odwzajemniłem ten uśmiech, choć czułem się dość słabo.
Kobieta wypuściła mnie z ramion.
- Jaki ty chudy! - przeraziła się. - Twój ojciec to cię pewnie głodzi! Zaniedbuje!
- Melanie też tak wyglądała w jego wieku - obronił mnie (tudzież mojego tatę) starszy mężczyzna.
Kobieta wdała się z mężem w dyskusję, a ja wciąż stałem nieruchomo, z pewnością z niezbyt inteligentnym wyrazem twarzy.
Rodzice mamy. Dziadkowie. Ostatnio miałem przyjemność widywać ich równie często, jak ich córkę.
- Babcia? - zapytałem nagle słabo, jakbym był na coś poważnie chory, co natychmiast uciszyło oboje. Spojrzeli na mnie wyczekująco. - Co babcia tutaj robi?
Babcia już otworzyła usta, ale w przedpokoju nagle pojawił się ojciec. Jego widok również mnie zdziwił, choć nie tak bardzo, jak widok dziadków przed chwilą. Powinien teraz być w pracy, ale w końcu ktoś musiał ich tu wpuścić.
- O, Shayne... Cześć, synu - powiedział, głosem nieco nieobecnym.
- Spójrz na niego, Jordan - odezwała się surowym tonem babcia. - Sama skóra i kości! A jaki osłabiony! W ogóle się nim nie zajmujesz!
Tata nie odpowiedział na te oskarżenia.
- Chodź, Shayne... Zrobimy kawę dla gości. Niech mama usiądzie - to ostatnie skierował już do babci.
Starsza kobieta nadęła się, gotowa wdać w kłótnię, ale ojciec chwycił mnie za ramię i zaprowadził do kuchni, nie czekając na jej wybuch.
- Tato, co oni tutaj robią? - odważyłem się zapytać, gdy ojciec włączył ekspres.
- Przyjechali wspierać najbliższą rodzinę w żałobie - prychnął. - Gdybyśmy załatwiali sprawy pogrzebowe, to jeszcze bym zrozumiał, ale na tym jej pogrzebie to nas nawet nie będzie... No chyba, że chcesz lecieć specjalnie na Caicos, to cię, synu, zatrzymywał nie będę. W końcu to twoja matka.
Niespodziewana wizyta teściów widocznie go rozdrażniła. Cóż, też bym się zdenerwował, gdyby mi zarzucano, że nie dbam o własne dziecko.
- Nigdzie nie lecę - oznajmiłem, co chyba nieco podniosło go na duchu.
Przy kawie babcia zaczęła zasypywać mnie pytaniami.
- Jaki ty już jesteś duży, Shayne! Ile ty masz lat, dziecko?
- Siedemnaście - odparłem, bardzo starając się nie brzmieć na zdenerwowanego.
- A do której chodzisz klasy?
- Drugiej.
- Pewnie ci kiepsko idzie! Z pustym żołądkiem niełatwo się uczyć!
Ojciec zacisnął pięści pod stołem.
- Zdaję z klasy do klasy. - Nie udało mi się pozbyć nutki urażania w głosie.
- Daj chłopcu spokój, Paige - odezwał się dziadek.
- Na jak długo rodzice zostaną? - zapytał tata.
- Och, nie na długo - odpowiedziała babcia. - Za tydzień musimy lecieć na pogrzeb i odczytanie spadku. Shayne powinien lecieć z nami.
- On nie poleci - zaprzeczył ojciec. Babcia znów się nadęła.
- Zabronisz mu ostatni raz pożegnać mamę? - oburzyła się.
- Ale ja nie chcę - wtrąciłem się.
- Oczywiście, że chcesz - nie zgodziła się babcia. Pokręciłem głową.
- Na pewno ci coś zapisała w spadku - kusiła. Wytrzeszczyliśmy z ojcem oczy.
- Niczego od niej nie chcę - zapewniłem.
- No cóż, przynajmniej trochę o ciebie zadbam. Zobaczysz, od razu odżyjesz!


12.

Tata oddał dziadkom sypialnię, a sam spał na kanapie w salonie. Ja siedziałem przed komputerem do późnej nocy, wyżalając się Jeffreyowi.

sweetcherry: okropna baba.
sweetcherry: bez urazy, oczywiście.
jesusofsuburbia: daj spokój.
jesusofsuburbia: przynajmniej dziadek wydaje się być w porządku, tylko straszny z niego mruk. Jakby się częściej odzywał, to pewnie ustawiłby babcię do pionu.
sweetcherry: na jak długo zostaną?
jesusofsuburbia: przewiduję, że na pięć dni.
sweetcherry: ciekawe, o co jej chodziło, gdy mówiła, że „o ciebie zadba”.
jesusofsuburbia: nie mam pojęcia. Dobrze, że do soboty jej już nie będzie, bo pewnie nie mógłbym pójść do Nilsona na imprezę.
sweetcherry: daj spokój. Co jej do tego? Poszedłbyś i już.
sweetcherry: słuchaj, matka każe mi iść spać. Pogadamy w szkole, okay?
jesusofsuburbia: co ty opowiadasz? ZAWSZE gadamy w szkole.
sweetcherry: no wiem.
sweetcherry: dobranoc.
~sweetcherry zmienił stan na niedostępny.
 
13. wtorek, 16 września

We wtorek po szkole czekała na mnie niespodzianka - prawdziwy, domowy obiad. Babcia ugotowała rosół, a na drugie danie przygotowała filety z kurczaka z frytkami i surówką. Widząc taką ilość jedzenia mój żołądek zaprotestował gwałtownie, tym bardziej, że po drodze zdążyłem już zjeść jakiegoś hamburgera. Miskę rosołu zjadłem z grzeczności (choć nie ma co ukrywać - był wyśmienity), ale drugiego dania nie dałem już rady w siebie wcisnąć.
- Przepraszam, babciu. - Ze wszystkich sił starałem się brzmieć bardzo grzecznie. - Ale się nie spodziewałem, zazwyczaj jem na mieście.
- Oczywiście! - wybuchnęła babcia. - Gdzie ten twój ojciec? Pozwala ci jeść jakieś śmieci, zamiast zadbać o porządny obiad.
- Pracuje, żeby było nas stać na jedzenie - odgryzłem się, już mniej grzecznie. Wstałem od stołu.
- Dziękuję za obiad. Idę odrobić lekcje.
Wieczorem, gdy ojciec wrócił do domu, babcia od razu na niego naskoczyła. Słyszałem ich aż w moim pokoju na piętrze.
- Dziecko całe dnie spędza samo! - krzyczała babcia. - Żywi się jakimś fast foodem! Przecież w tym żadnych składników odżywczych nie ma, sam tłuszcz i powietrze! Żołądek mu się od tego skurczył, nic dziwnego, że taki wychudzony! A ty gdzie się szlajasz?
- Ja pracuję, mamo - odpowiedział zmęczonym głosem ojciec.
- Tak! - Ton babci wskazywał na to, że mu nie wierzy. - Pewnie się gdzieś z dziwkami po hotelach gździsz!
- No wie mama! - uniósł się ojciec. - Co mama opowiada!
- Hula sobie, a dziecko zaniedbane! - W ogóle nie słuchała ojca. Ja też już nie mogłem tego słuchać; wcisnąłem słuchawki na uszy i odpaliłem Arctic Mokeys.

14. sobota, 20 września

Z ulgą żegnaliśmy dziadków w sobotnie późne popołudnie. Ich przyjazd miał mimo wszystko jakieś plusy: babcia zostawiła w lodówce mnóstwo garnków i pudełeczek z jedzeniem, a dziadek na odchodne podarował mi studolarówkę „na lizaka”.
- Nareszcie - odetchnął tata, opierając się o zamknięte drzwi. - Myślałem, że mi żyć nie da...
- Czepiała się nie wiadomo czego - przyznałem. Ojciec jednak zwiesił głowę.
- Ona miała rację, Shayne. W ogóle nie ma mnie w domu, nie dbam o ciebie.
- Nie wygłupiaj się, tato - próbowałem zaprzeczyć.
- Nie, nie. - Tata wyprostował się. - To się wszystko zmieni, zobaczysz. Przestanę brać nadgodziny i będę częściej w domu. Nauczę się gotować...
Parsknąłem śmiechem na to ostatnie. Ojciec rzucił mi oburzone spojrzenie, ale zaraz też się zaczął śmiać.
Kilka godzin później nawet podwiózł mnie do Nilsa. Nilson mieszkał w Beverly Hills, co samo w sobie sporo mówiło o jego bogactwie. Miał duży dom z pięknie urządzonym ogrodem, krytym basenem i podświetlaną kamienną dróżką.
- Baw się dobrze - życzył mi tata i odjechał, a ja zadzwoniłem dzwonkiem. Nils otworzył mi drzwi.
- Właź, właź - powiedział na przywitanie. - Jesteś pierwszy.
Położyłem torbę na stole w kuchni i wyjąłem z niej kieliszki. Nilson położył obok szachownicę i wyjął z niej drewniane figury szachowe. Przez następne dziesięć minut oznaczaliśmy kieliszki, pisząc na nich markerami „pion”, „wieża” i tak dalej.
- Słuchaj... Myślałem ostatnio o twojej mamie - zaczął Nils. Spojrzałem na niego.
- To znaczy?
- W końcu znałem ją osobiście. To była naprawdę miła kobieta, lubiłem ją. Oczywiście do momentu, kiedy uciekła bez pożegnania - dodał szybko, widząc moją minę.
- Słuchaj, ja wiem, że wam wszystkim jest przykro, ale naprawdę chciałbym się dzisiaj dobrze bawić.
- Jasne, jasne. Rozumiem. - Nils pokiwał głową i już nie wracał do tego tematu.
Ledwo skończyliśmy, rozległ się dzwonek do drzwi. Przyszli Jeffrey i Silver. Po przywitaniu rozłożyliśmy się wszyscy w salonie - przestronnym pomieszczeniu, na którego środku stały jedynie kanapa, dwa fotele i niski stolik. Na ścianie naprzeciw kanapy wisiała plazma, a tuż obok półka z doniczkami pełnymi kwiatów. Większość wyglądała na jakieś egzotyczne gatunki.
- Kto jeszcze będzie? - zapytał Jeffrey, rozsiadając się na kanapie.
- Rudy, ale to już wiecie. - Nilson bezceremonialnie zrzucił jego nogi z kanapy, po czym usiadł na uprzednio zajmowanym przez nie miejscu. - I Harriet z przyjaciółką.
Silver na tę wiadomość wytrzeszczył oczy.
- Zaprosiłeś Harriet? - zdziwił się. My też byliśmy zaskoczeni. Nils wzruszył ramionami.
- Bardzo nalegała.
W ciągu kolejnych pięciu minut przyszły zarówno dziewczyny, jak i Rudy. On też się zmienił - zamiast długiego, rudego kucyka z tyłu głowy miał teraz krótko obcięte włosy. Gdy tylko się zobaczyliśmy, rzuciliśmy się sobie w ramiona, po czym obsztorcowałem go za ucieczkę bez pożegnania. Rudy pokajał się, tłumacząc, że „był w potrzebie”.
- Ale dlaczego zadzwoniłeś do Proroka, a nie do nas? - zapytałem. Rudy wzruszył ramionami.
- Uznałem, że jeśli to on poda wam wytłumaczenie mojego nagłego zniknięcia, to się nawet nie zdziwicie.
Potem Nilson przyniósł alkohol - wódka do białych figur szachowych, whisky do czarnych - i impreza zaczęła się na dobre. Na początku pokłóciliśmy się o to, kto będzie grał białymi - przyjemniej byłoby wypić kieliszek whisky niż wódki. Wygrał Nilson, więc od razu przygotowałem sobie sok pomarańczowy jako popitkę. Potem wyznaczyliśmy sekundantów, czyli tych, którzy będą za nas grać, gdy już nie będziemy w stanie racjonalnie myśleć. Nils od razu zaklepał Rudego, a mnie pozostał Jeffrey (obaj z Silverem nie byli dobrymi graczami, ale przynajmniej Jeff miał mocniejszą głowę). Silver i dziewczyny otrzymali rolę publiczności.
Gra toczyła się szybko, zbijaliśmy figurę za figurą, kieliszek po kieliszku lał się do gardeł, aż zrobiło się bardzo wesolutko. Głównie mi. Jeffrey w którymś momencie musiał zauważyć, że już mi słabo idzie, bo mnie zastąpił. Pomimo jego trzeźwości (sekundantom zabroniono pić) wygrał Nils. W nagrodę dostał buziaka od Harriet i rumieńców na policzkach.

Jakoś później wyszliśmy z Rudym do kuchni pogadać na osobności przy większej ilości alkoholu...



Ines Proxima 26th sie 2012, 11:02:14 PM [Powrót] Komentuj


Zoo
brak www
Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy <3
27th sie 2012, 03:02:03 PM




Zoo
brak www
Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy <3
27th sie 2012, 03:02:03 PM




Opowiadania
One shots
Aiden
Online
1-5
6-10
11-15
16-17
18-20
21-24
25-29
30-33
34-36
37-41
42-45
Online 2.
1.-5.
6.-10.
11.-14.
15.-18.
19. + Epilog


Strona Główna


Dodaj do Ulubionych

Archiwum
2012
Październik
Sierpień
2009
Grudzień
Październik
Lipiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty


Ulubione



Bohaterowie


Shayne Black

Główny bohater. Mieszka w Hollywood, przyjaźni się z Jeffreyem, Nilsonem, Rudym, Silverem i Prorokiem, z którymi chodzi do szkoły. Ma również przyjaciółkę Kate, którą poznał przypadkiem. Od roku utrzymuje kontakt z poznanym w internecie Punky Artist, w którym się zakochuje. Jak sam siebie opisuje, ma czarne włosy, niewiele krótsze od tych Nilsona, jest bardzo chudy, słucha rocka i gra na gitarze. Mieszka razem z ojcem, jego matka uciekła razem z kochankiem na wyspy Caicos.



Jeffrey Steininger

Bliski przyjaciel Shayne'a, przyjaźni się także z Nilsonem, Rudym, Silverem i Prorokiem. Od roku spotyka się z Simonem - chłopakiem, który znęca się nad nim fizycznie. Jeffrey jest farbowanym blondynem, z włosami długimi do ramion, lubiącym się malować i noszącym damskie ubrania oraz buty. Mieszka z matką, dwoma młodszymi braćmi (w tym Jaysonem, lat 4) i młodszą siostrą.



Nilson Thomas

Przyjaciel Shayne'a, Rudego, Silvera, Jeffreya i Proroka. Nilson jest wysoki, ma przydługie, czarne włosy i niebieskie oczy. Łamacz dziewczęcych serc, obiekt niewieścich westchnięć, i tak dalej. Jest spokojny, wyrafinowany, bardzo pewny siebie i cholernie bogaty. Mieszka razem z rodzicami i młodszymi bliźniętami.


Silver Coldant

Artysta, jego życiowym powołaniem jest rysowanie. Silver uważa, że jest posiadaczem najdurniejszego imienia na świecie, jednak to imię zdecydowanie do niego pasuje, choćby dlatego, że jest jasny i lśniący - ma bardzo jasne, prawie białe włosy, szare oczy i bladą skórę. Do tego zawsze ubiera się w pastelowe kolory. Jest miły, spokojny i nie pcha się tam, gdzie go nie chcą.


Layout.
Headline.
Powered.