Aiden [M; 803]
Tekst nic nie przekazuje, więc nie musicie doszukiwać się ukrytego sensu. To tylko mały kawałek dłuższej historii, którą być może napiszę. Z moją weną jest ostatnio różnie.
________________
Sam nie wiedział, dlaczego przyjechał. Zatrzymał auto przed opierającym się o mur blondynem i otworzył drzwi od strony pasażera. Chłopak podszedł do niego, ale nie wsiadł do środka.
- Chcesz się pieprzyć, czy gadać? - zapytał agresywnym tonem. Bez przywitania. A przecież minął rok, od kiedy widzieli się po raz ostatni.
Jake wzruszył ramionami i wyjął z kieszeni banknot. Blondyn, bez słowa, wsiadł do samochodu i zabrał mu pieniądze. Odjechali.
Jechali w ciszy, jakby się nie znali. Jake czuł, że z jakiegoś powodu chłopak nie chciał się z nim zobaczyć. Ale takich jak on łatwo było kupić. Za czterdzieści dolców mogli zrobić wszystko.
Wyjechał za miasto i zatrzymał się przy drodze. Otaczały ich tylko zielone pola wysokiej trawy. Wysiadł; jego towarzysz zrobił to samo. Poprowadził go przez trawę, aż w końcu usiadł.
- Po co mnie tu wywiozłeś? - zapytał chłopak, siadając obok niego. Nie pozbył się jeszcze agresywnego tonu.
- Chciałem cię zobaczyć - odpowiedział Jake, nie patrząc na niego.
- No to zobaczyłeś.
Jake nie odpowiedział, wzruszył tylko ramionami.
- Co u ciebie? - Ton blondyna złagodniał. Jake spojrzał na niego. Po chwili położył się, opierając się na łokciach.
- Niewiele się zmieniło. Studiuję, jak wcześniej.
Blondyn położył się obok. Jake obserwował go; chłopak zdecydowanie zmienił się przez ostatni rok. Schudł jeszcze bardziej - choć nie sądził, że to w ogóle możliwe - miał większe cienie pod oczami, i w ogóle wyglądał bardziej niezdrowo. Chociaż twarz i fryzurę miał taką samą jak rok temu, zdecydowanie różnił się od chłopaka, którego kiedyś poznał.
- Kiedyś chciałeś się zakochać, Aiden - powiedział, ni stąd, ni zowąd.
Nie nazywał się Aiden. Już od dawna nie. Ale nie wyprowadził Jake'a z błędu. To nie miało znaczenia.
- To było kiedyś - odparł.
Zakochać, też coś. Jakby to kiedykolwiek było ważne. Jakby o to właśnie chodziło w życiu. Młody był i głupi.
Myśli odpłynęły, kiedy poczuł usta Jake'a na swoich. Tak nagle. Nigdy wcześniej się nie całowali. Kiedyś nie pozwalał klientom całować się w usta, żywiąc się złudzeniem, że całują się tylko ludzie zakochani. I czekał tak, aż się zakocha. Potem i to przestało mieć znaczenie.
Otworzył oczy. Jake patrzył na niego, ale nie zamierzał się z niczego tłumaczyć. Wyraźnie był ciekawy jego reakcji.
- Mówiłeś, że jesteś hetero - powiedział Aiden bez sensu, żeby tylko coś powiedzieć.
- Ponoć jestem - odparł Jake. Zgodził się, ale poddał to w wątpliwość, używając tylko dwóch słów. Pieprzony anglista. Po jego wyglądzie można by się spodziewać, że studiuje na akademii muzycznej, czy aktorstwo chociaż, albo w ogóle nie studiuje, tylko się błąka po ulicach, z piwem i pistoletem w ręku. A on studiuje filologię angielską.
- Ponoć - powtórzył Aiden. - Przecież podoba ci się Jade.
Patrzył mu w oczy wyzywająco. Przez twarz Jake'a przeszedł cień, kiedy mówił:
- Zerwała ze mną.
Aiden nie spodziewał się tego, ale co go to obchodziło?
- Wiesz, pieprzyłem się z facetem - dodał Jake po chwili.
- Wielu heteryków przed tobą to robiło. Z tego, co mi wiadomo, nie zmienili orientacji.
Nie, żeby to miało jakieś znaczenie. Mówił dla mówienia.
Znów poczuł oddech na swoich ustach. Nie opierał się, nie widział w tym sensu. Ten pocałunek był długi, choć Aiden nie angażował się zbytnio. Nie chodziło o pocałunek przecież, tylko o przekaz. A przekaz był jasny. Jake przecież nigdy nie używał słów do tych swoich sentymentalnych bzdur.
I nie, ten pocałunek nie mówił o miłości, o tęsknocie raczej. O żalu z powodu, którego Aiden mógł się tylko domyślać.
Nie chciał się domyślać.
- Zabierz mnie z powrotem. Chcę swoją działkę - powiedział.
Działkę.
Tylko to miało znaczenie.
Jake nie protestował, bo przecież znał takich jak on.
Znów jechali w ciszy, chociaż wcale nie rozmawiali dużo. Zdawało się, że Jake przekazał już wszystko, co chciał. Aiden nie miał nic do przekazania.
Zatrzymali się na Eighteenth Street. Jake pochylił się, ale Aiden go odepchnął.
- Chcę swoją działkę! - prawie krzyknął, zdecydowanie bardziej nerwowo. Wysiadł.
- Żegnaj, Aiden - powiedział Jake, nie patrząc na niego. Trzasnęły drzwi.
Aiden. Też coś. Jakby to imię miało cokolwiek ze mną wspólnego.
Odjechał. Skądś - nie miał pojęcia skąd - wiedział, że to będzie ostatnia działka Aidena.
Na pogrzeb nie poszedł. Kiepsko znosił takie imprezy.
Któregoś dnia widział Jade i jej kumpla, grali w metrze. Spojrzał na kartkę z informacją, na co zbierają. Zwykle na, nieco zamokłym kartonie, widniał napis
Zbieramy na przeszczep mózgu. Teraz Jake przeczytał
Na kwiaty dla Andrew. A więc Aiden miał na imię Andrew. Wrzucił czterdzieści dolarów do otwartego pokrowca na gitarę.
- Kupcie mu lepiej działkę - powiedział. Kumpel spojrzał na niego ciężko, nawet na chwilę nie odrywając rąk od gitary, a Jade odpowiedziała mu śpiewem:
She sees a million stars / Like holes in the sky / All God’s tears for her they cry / And I am in her rain.
Ines Proxima 28th Dec 2009, 05:25:52 PM [
komentarzy 1]
Komentuj
CS
Something new coming soon, I promise.
Ines Proxima 14th Oct 2009, 02:21:48 PM [
komentarzy 1]
Komentuj
42. - 45. (1234). Koniec.
To była długa przerwa. Aż na blogu wyświetlił się pasek nieaktywności. Jednak wklejam tę dzisiejszą notkę z poczuciem dobrze wykonanego obowiązku. Niedługo zapewne wyskoczę z czymś nowym.
Enjoy.
_______
42.
Gdy Jeffrey wyszedł ze szpitala, dalej się do mnie nie odzywał. Po Rudym słuch zaginął, a Punky nadal milczał, co wcale nie poprawiało mi nastroju. Kiedy Prorok zadzwonił do mnie po południu, by umówić się na spotkanie, bo miał nam coś ważnego do przekazania, chciałem się schować pod kołdrą i już nigdy spod niej nie wyjść. Tymczasem życie toczyło się dalej, pozornie spokojnie i melancholijnie, a jednak dało się wyczuć katastrofę w powietrzu. Ten krótki okres czasu pomiędzy moją ostatnią konfrontacją z Jeffreyem, a spotkaniem z Prorokiem, można by nazwać okiem cyklonu.
Siedząc przy stoliku razem z Jeffreyem, Nilsonem, Silverem, Kate i Prorokiem w kuchni tego ostatniego, czułem się dziwnie. Jakby wiele się zmieniło od momentu, kiedy widziałem ich po raz ostatni. Może dlatego, że pierwszy raz widziałem Kate w towarzystwie Nilsona i Silvera, a może dlatego, że brakowało Rudego. Powodem mogło być też to, iż Prorok był niewidomy, albo to, że ja i Jeffrey nie rozmawialiśmy ze sobą. Możliwe, że wszystko naraz.
- Muszę wam o czymś powiedzieć - zaczął Prorok.
- No, domyśliliśmy się - odpowiedział Nilson.
- Chodzi o Rudego. - Zrobił przerwę, ale żadne z nas się nie odezwało, więc kontynuował. - Niektórzy z was pewnie wiedzą, że ma problemy w rodzinie, a mianowicie ma chorą matkę.
- A możesz tak mniej wzniosłym tonem i bardziej po ludzku? - zapytała Kate.
- Mogę. Potrzebował kasy, więc postanowił sprzedawać towar. Czaicie? Żeby było go stać na leczenie. Ale po pewnym małym wypadku wyjechał do ojca, do Kanady.
- Masz na myśli... - zacząłem.
- Tak, dowiedział się o Jeffreyu. - Prorok zamilkł na chwilę. - Zdał sobie sprawę z tego, że jego przyjaciel wziął dragi, które on sprzedawał. Wątpię, żeby to była ta sama działka, ale ogólnie wniosek był taki, że Rudy mógł tą swoją działalnością krzywdzić innych, więc nawiał.
- Zobaczyłeś to w wizji? - zapytał Jeffrey. Prorok zmarszczył brwi.
- Tak właściwie, to Rudy powiedział mi o tym przez telefon. Dodał też, że macie się o niego nie martwić.
Reszta zaczęła rozmawiać o jakże wspaniałym zawodzie, który wybrał sobie Rudy, a ja pomyślałem o tej paczce, którą dla niego odbierałem. Właśnie się dowiedziałem, co w niej było. Nie czułem się z tym dobrze.
43.
Wszedłem do łazienki i spojrzałem krytycznie na swoje odbicie w lustrze. Biała koszula i krawat zdecydowanie nie były w moim stylu, ale w końcu takie uroczystości jak zakończenie roku szkolnego zobowiązują. Westchnąłem i wyszedłem z domu. Nie wiedziałem, co miałem robić: cieszyć się dwumiesięczną wolnością, czy rozpaczać z powodu zerwania kontaktów ze znajomymi na tak długi okres czasu. Wiedziałem już, że Nils wyjedzie do Europy na cały miesiąc, Silver poleci do Japonii na jakiś tam kurs rysowania czy coś podobnego, nawet Prorok miał pojechać do Atlanty na dwa tygodnie. Ja mogłem sobie co najwyżej pomarzyć. No, a z Jeffreyem nie rozmawiałem.
Po uroczystym rozdaniu świadectw wybraliśmy się na spacer do parku, by uczcić początek wakacji i - cóż - pożegnać się.
- To już kolejny rok. Jesteśmy o rok dojrzalsi - powiedziałem, siadając na ławce.
- Taa... - przytaknął Nils. - Jestem już w klasie maturalnej. Niesamowite, co?
- Ciekawe, co u Rudego? - zastanawiał się Jeffrey. - Pewnie będzie studiował na jakimś uniwersytecie w Kanadzie.
- Z tego, co wiem, składał papiery do Santa Cruz. Ale faktycznie, raczej zostanie w Kanadzie.
W tym momencie zadzwoniła moja komórka. Odebrałem leniwie, łudząc się, że to ojciec, chcąc wiedzieć, jak wyglądało moje świadectwo. Ale nie, dzwoniła Kate.
- Shayne. - Głos miała roztrzęsiony. - Coś się stało. Nie potrafię powiedzieć przez telefon.
- Coś poważnego? - zapytałem, nagle zaniepokojony. Trójka przyjaciół spojrzała na mnie, zaciekawiona.
- Możemy spotkać się w szpitalu przy De Longpre Avenue?
- W szpitalu? - Wstałem. - Co się stało?!
- Dowiesz się, jak przyjdziesz. Będę czekała na korytarzu na parterze.
- Okay.
Rozłączyłem się. Spojrzałem na chłopaków.
- Coś się stało. Musimy iść do szpitala na De Longpre.
- To trzy przecznice stąd - stwierdził Jeffrey. - Jak się pospieszymy, będziemy tam za pięć minut.
Jeffrey miał rację - chwilę potem byliśmy w szpitalu i rozmawialiśmy z Kate. Była dość podłamana, a to, co powiedziała, zaszokowało nas wszystkich.
- Prorok... nie żyje.
44.
Dziwnie stało się na cmentarzu pośród rodziny i przyjaciół Proroka. Czułem się, jakbym nie ja tam stał i jakby to nie imię Proroka widniało na tabliczce obok krzyża. Głównie myślałem o niesprawiedliwości całego świata. Jak można wjechać w niewidomego na przejściu dla pieszych? I dlaczego Prorok na to pozwolił? Czyżby nie wiedział?
Ksiądz wygłaszał wzruszającą przemowę, której nauczył się wcześniej na pamięć z książki. C
o ty możesz o tym wiedzieć, pomyślałem z wściekłością,
nie znałeś go. Odejdź i przestań pieprzyć.
Kiedy uroczystość się skończyła, odwróciłem się by odejść, jednak zatrzymała mnie dłoń, zaciśnięta nagle na moim nadgarstku. Zobaczyłem Jeffreya, który tak usilnie starał się udawać, że tych łez wcale nie ma. Przytuliłem go, a on odwzajemnił uścisk.
Nie rozmawialiśmy ze sobą przez dwa tygodnie. Jakie to było głupie.
- Chcesz napić się ze mną kawy? - zapytałem cicho. Może nie była to najlepsza rzecz, jaką mogłem powiedzieć w tej sytuacji, ale za to jedyna, jaka przyszła mi do głowy.
- Przepraszam - odpowiedział Jeff, zupełnie nie na temat.
- Nie ma sensu tego rozpamiętywać - powiedziałem. - Chodźmy stąd.
Zabrałem Jeffreya do chłodnego wnętrza Starbucks. Dzisiejszy dzień - o ironio - był piękny: świeciło słońce, niebo było czyste, ptaszki śpiewały i wszystkim chciało się żyć, co można było zauważyć w kawiarni. Wszystkim, tylko nie nam.
45.
Wakacje kojarzą się wszystkim z dobrą zabawą, wyjazdami i wolnością. Dla mnie były tylko możliwością samotnego siedzenia w domu i nudzenia się dowoli. Przeprosiłem się nawet z moją gitarą. Komputer stał włączony, ale nieużywany - zupełnie nie wiedziałem, co mógłbym na nim robić. Zawsze mogłem się odmóżdżyć grami takimi jak Space Invaders czy The Sims, ale nawet tego mi się nie chciało.
Zaskoczył mnie dzwonek do drzwi. Pewnie tata zamówił pizzę na obiad. Zastanawiam się, jakim cudem nie nauczył się gotować do tej pory.
- Otwórz! - zawołałem. Odpowiedziała mi cisza, przerwana kolejnym dzwonkiem. No tak, ojciec jak zwykle wyjechał na jakąś konferencję i wróci późno, więc to nie był koleś z pizzą...
Podniosłem się z łóżka, które okupowałem od kilku godzin, by poświęcić się jakże wciągającej obserwacji sufitu, i poszedłem do drzwi. Może jakiś akwizytor chce mi wcisnąć odkurzacz? Przynajmniej wyczyści mi dywan.
Otworzyłem drzwi, ale nie stał za nimi żaden akwizytor, listonosz, czy nawet sąsiad ze szklanką, prosząc o cukier. Za nimi stał człowiek, który powinien być daleko stąd, i od którego nie miałem wieści od miesięcy.
- Punky? - zapytałem głupio, mrugając oczami, by upewnić się, że dobrze widzę. Punky Artist, we własnej osobie, uśmiechnął się lekko.
- Cześć - powiedział. Wpuściłem go do środka i zamknąłem drzwi.
- Co ty tu robisz? - spytałem.
- Przyjechałem - odpowiedział tak, jakby tłumaczył dziecku, dlaczego dwa razy dwa równa się cztery. - Autokarem.
- Powinieneś... - zacząłem, ale przerwały mi jego usta. W jednym momencie zapomniałem, co chciałem powiedzieć. Pewnie, że powinien uprzedzić, czy coś takiego. Za to ja nie powinienem tu stać i go całować, lepiej byłoby zaproponować mu coś do jedzenia, i dlaczego ja myślę o takich głupich rzeczach w takim momencie?
- Powinienem zrobić to wcześniej - dokończył Punky, przerwawszy pocałunek.
- Zdecydowanie - poparłem. - Martwiłem się o ciebie.
- Przepraszam - Punky przygryzł dolną wargę. - Miałem problemy... Ale teraz, z tobą... Już wszystko będzie dobrze.
Ines Proxima 28th Jul 2009, 08:21:43 PM [
komentarzy 2]
Komentuj
Opowiadania
One shots
AidenOnline
1-56-1011-1516-1718-2021-2425-2930-3334-3637-4142-45
Strona Główna
Dodaj do Ulubionych
Archiwum
2009GrudzieńPaździernikLipiecMajKwiecieńMarzecLuty

Ulubione


Bohaterowie
(Zazwyczaj tego nie robię, ale w tym opowiadaniu jest wyjątkowo dużo bohaterów.)
Shayne Black
Główny bohater. Mieszka w Hollywood, przyjaźni się z Jeffreyem, Nilsonem, Rudym, Silverem i Prorokiem, z którymi chodzi do szkoły. Ma również przyjaciółkę Kate, którą poznał przypadkiem. Od roku utrzymuje kontakt z poznanym w internecie Punky Artist, w którym się zakochuje. Jak sam siebie opisuje, ma czarne włosy, niewiele krótsze od tych Nilsona, jest bardzo chudy, słucha rocka i gra na gitarze. Mieszka razem z ojcem, jego matka uciekła razem z kochankiem na wyspy Caicos.
Jeffrey Steininger
Bliski przyjaciel Shayne'a, przyjaźni się także z Nilsonem, Rudym, Silverem i Prorokiem. Od roku spotyka się z Simonem - chłopakiem, który znęca się nad nim fizycznie. Jeffrey jest farbowanym blondynem, z włosami długimi do ramion, lubiącym się malować i noszącym damskie ubrania oraz buty. Mieszka z matką, dwoma młodszymi braćmi (w tym Jaysonem, lat 4) i młodszą siostrą.
Nilson Thomas
Przyjaciel Shayne'a, Rudego, Silvera, Jeffreya i Proroka. Nilson jest wysoki, ma przydługie, czarne włosy i niebieskie oczy. Łamacz dziewczęcych serc, obiekt niewieścich westchnięć, i tak dalej. Jest spokojny, wyrafinowany, bardzo pewny siebie i cholernie bogaty. Mieszka razem z rodzicami i młodszymi bliźniętami.
Rudy
Przyjaciel Shayne'a, Silvera, Jeffreya, Proroka, Nilsona i Kate. Niski, rudy, z włosami aż do pasa, ściągniętymi z tyłu w kucyk, o raczej przeciętnej urodzie. Słucha metalu, gra na perkusji. Ma dziewczynę.
Prorok
Jest niskim brunetem o ciemnej karnacji, nie wyróżniającym się z tłumu niczym szczególnym. Posiada pewien dar - ma prorocze sny, a oprócz tego posiada szeroką wiedzę na różne tematy. Prorok po prostu wie.
Prorok wiedział od początku o problemach Jeffreya z jego chłopakiem, ale zareagował dopiero, gdy przyśnił mu się pogrzeb Jeffreya. Dzięki jego interwencji, Kate wciąż żyje. Po pewnym wypadku w pracowni chemicznej traci wzrok.
Silver Coldant
Artysta, jego życiowym powołaniem jest rysowanie. Silver uważa, że jest posiadaczem najdurniejszego imienia na świecie, jednak to imię zdecydowanie do niego pasuje, choćby dlatego, że jest jasny i lśniący - ma bardzo jasne, prawie białe włosy, szare oczy i bladą skórę. Do tego zawsze ubiera się w pastelowe kolory. Jest miły, spokojny i nie pcha się tam, gdzie go nie chcą.
Layout.
Headline.
Powered.